Październikowe plany i zamiary

Kolejny miesiąc za mną. Sama nie wiem, kiedy ten czas tak szybko leci. Przecież niedawno był początek sierpnia, pełnia lata, a tymczasem od kilku dni mamy jesień. Te dwa miesiące minęły mi w mgnieniu oka. Zaczynam mieść wrażenie, że żyję na zwolnionych obrotach, bo najzwyczajniej w świecie ciężko mi ze wszystkim wyrobić. Nim wrócę z pracy jest już ciemno i odechciewa mi się robienia czegokolwiek poza czytaniem. Ale po kolei…

Wrzesień – tak było

Moje plany na wrzesień były ambitne. Ćwiczenia, angielski, kurs podatkowy a na deser – wyjazd do Gdyni. Normę zrealizowałam jedynie w 50%. W pracy mam napięty okres, co skutkuje tym, że są dni kiedy non stop biegam pomiędzy pokojami by coś załatwić. Traktuje to na równi z ćwiczeniami, chociaż nie mają one zbyt wiele wspólnego ze wzmacnianiem kręgosłupa. We wrześniu może ze 2 razy zmobilizowałam się do gimnastyki, nad czym bardzo ubolewam. Zaczynam myśleć, że nie chyba nie zależy mi na tym tak bardzo, skoro nie mogę się zebrać. Podobnie rzecz się ma z angielskim. Nie tknęłam nic z tej materii. Wstyd rekompensuje sobie za to ukończeniem kursu podatkowego. Jeśli i to by mi się nie udało, byłabym strasznie rozczarowana. Jeśli zaś chodzi o wyjazd – spędziliśmy urocze dwa dni nad morzem. Niestety, wracając mieliśmy dość tragiczną dla naszego auta kolizję, więc wróciliśmy do domu lawetą. Nie ukrywam, że wydarzenie to dość mocno mną wstrząsnęło i odbiło się na moim samopoczuciu. Może właśnie dlatego tak trudno było mi się skoncentrować na rozwoju. Wiem, że to nie usprawiedliwia mojego lenistwa oraz decyzji jakie podejmuje. Moje wybory co do sposobu spędzania wolnego czasu w przeważającej materii oscylowały wokół kultury. Filmy i książki stały się dla mnie odskocznią od przykrych wspomnień i nadmiaru obowiązków. Podsumowując, we wrześniu skupiłam się na tym, co tak usilnie planowałam ograniczyć. Może więc powinnam planować na zasadzie przeciwieństwa i później z przekorą robić coś zupełnie odwrotnego?

Czas czytania i oglądania

Jesień sprzyja zaszywaniu się w domu z książką i kubkiem herbaty. Tak wyobrażam sobie idealne wieczory październikowe. Ewentualnie mogę skusić się na dobry film lub pisanie tekstów na bloga. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym ten czas wykorzystać inaczej. Jesienią mój organizm zawsze nieznacznie zwalnia, trochę tak jakby chciał zapaść w sen zimowy. W związku z tym, nie chcę zmuszać go do wysiłku ponad siły. Poza tym, trochę tkanki tłuszczowej zimą nikomu nie zaszkodziło.

W rodzinnym kręgu

Październik to w mojej rodzinie czas urodzin i imienin. Zamierzam wykorzystać te okazje, by zadzwonić do bliskich lub odwiedzić tych, których dawno nie widziałam. Mam nadzieję, że inni ucieszą się z nich równie mocno jak ja.

Źródło: Pixabay by Pexels

Rozwój duchowy

Październik to miesiąc różańcowy. Chciałabym poprzez modlitwę rozwinąć się duchowo, wejść w silniejszą relację z Bogiem. Mam nadzieję, że poprzez wstawiennictwo Matki Boskiej będzie to możliwe. To chyba najtrudniejsze z moich zamierzeń, gdyż w żaden sposób nie mogę zaplanować reakcji drugiej strony. Obawiam się, że w natłoku codziennych zajęć może mi również nie starczyć sił i czasu by poświęcić się modlitwie. Niemniej jednak, chcę spróbować.

     

W październiku postawiłam na minimalizm. Jeśli faktycznie ma zadziałać zasada odwrotności to zrealizuje w tym czasie dużo więcej niż postanowiłam. Z kolei gdy okaże się, że jednak nie mam dość sił i motywacji do działania, będę zadowolona, że odpoczęłam i nabrałam dystansu do codzienności. Tak czy siak będzie dobrze.

  

A Wy co planujecie w październiku? 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.