Maj 2017, czyli piechotą do lata

Za nami już 1/3 roku. Wykorzystaliśmy już 4 miesiące na realizację celów noworocznych. Podejrzewam, że część osób zapomniała, co zaplanowała na ten rok. Nie ukrywam, że ja również odpuściłam sobie ostatnio jakiekolwiek wymagające zajęcia. Kwiecień miał być dla mnie czasem odpoczynku, beztroski oraz zastanowienia się nad sobą i swoim sposobem myślenia. Tymczasem wiele wydarzeń nabrało oszałamiającego tempa, więc zamiast chwili relaksu musiałam poświęcić czas na realizację innych obowiązków. Zacznijmy jednak od początku…

Kwietniowa gonitwa

Miesiąc rozpoczęliśmy od wizyty u teściów. Z racji tego, że korzystamy z ich samochodu, musieliśmy dokonać okresowej wymiany opon i płynów, co wiązało się z ponad 200 km podróżą. Wobec tego, aby nie jechać na darmo, postanowiliśmy ściągnąć część rzeczy mojego męża, do naszego mieszkania. W konsekwencji jeden z pokoi stał się magazynem pełnym książek, obrazków i bibelotów. Jakby tego było mało, okazało się, że niektóre części naszego pojazdu są tak stare, że wymagają natychmiastowej wymiany. To wiązało się z kolejną wizytą u teściów i następną podróżą. Po drodze były święta, których nie sposób spędzić tylko we dwoje, więc w kwietniu trochę się najeździliśmy. W ten sposób nie miałam zbyt wiele czasu, by myśleć o głupotach i rozczulać się nad swoimi słabościami, więc moje ogólne samopoczucie bardzo się poprawiło. Nadal są jednak pewne obszary w mojej głowie, które wymagają pozytywnej energii, ale tym zamierzam się zająć w maju.

Źródło: Pixabay by Pexels

Majowa regeneracja

Z każdym dniem zbliżamy się do lata. Mam nadzieję, że w końcu będzie na tyle ciepło, by chodzić bez okryć wierzchnich. W związku z tym, trzeba popracować nad swoim wizerunkiem. Maj to czas regeneracji ciała i ducha. Przede wszystkim nawilżanie. Chłód negatywnie wpływa na skórę oraz powoduje jej wysuszanie. W konsekwencji jest ona szorstka i popękana. Chcę zadbać, by była nie tylko gładka, ale także miękka. Z uwagi na fakt, że lada moment zacznie się sezon bikini, muszę też popracować nad swoją sylwetką, a co się z tym wiąże – zacząć ćwiczyć. To będzie dla mnie największe wyzwanie, bo z natury jestem organizmem kanapowym i nie lubię się przemęczać. Wiem jednak, że to wszystko dla mojego dobra.

Źródło: Dom J by Pexels

Żeby nie było, że troszczę się wyłącznie o ciało, to w ramach akcji rozwoju ducha chciałabym utrzymać czytanie na dotychczasowym poziomie tj. 3 książki w miesiącu. Fajnie byłoby także podszlifować w końcu ten angielski, ale na tym zależy mi w mniejszym stopniu. Z kolei z celów dla domu mam nadzieję w końcu zrobić porządek z sufitem w łazience, umyć okna  i powiesić nowe firanki.

   

Środek wiosny to czas rozkwitu. Mam nadzieję, że ja również rozkwitnę na nowo, z ładniejszą skórą i większą ilością pozytywnego nastawienia do siebie i świata.

  

A Wy co chcecie zrobić w maju?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.