Film: „Lęk pierwotny”

Rola obrońcy w procesie sądowym jest jedną z najtrudniejszych. Nie tylko trzeba robić wszystko, aby doprowadzić do jak najkorzystniejszego rozwiązania dla klienta, ale także zachować równowagę psychiczną i moralną, aby samemu nie zwariować.  Nie jest to zadanie łatwe o czym możemy przekonać się oglądając film „Lęk pierwotny”.

Źródło: Filmweb.pl

Metryczka

Gatunek: dramat, thriller

Czas trwania: 2 godz. 9 min.

Kraj: USA

Rok produkcji: 1996 r.

Reżyseria:  Gregory Hoblita

Scenariusz: Steve Shagan, Ann Biderman

W rolach głównych: 

  • Martin Vail – Richard Gere
  • Janet Venable – Laura Linney
  • Aaron Stampler – Edward Norton
  • Sędzia Miriam Shoat – Alfre Woodard
  • Psycholog – Frances McDormand
  • Asystent Martina – Andre Braugher

Fabuła

Martin Vail jest wziętym prawnikiem, który zyskał rozgłos głównie za sprawą obrony potentatów z półświatka przestępczego. Pewnego dnia ogląda w telewizji relację z aresztowania Aarona Stamplera młodego chłopaka oskarżonego o brutalne zabójstwo uwielbianego w mieście arcybiskupa. Martin widzi w tym zdarzeniu szansę na zyskanie rozgłosu, więc postanawia za darmo bronić Aarona. Podejrzany od samego początku wzbudza w prawniku pozytywne emocje. Wystraszony, jąkający się nastolatek, który w dzieciństwie był bity przez ojca jest w ocenie Veila niewinny. Niestety wszystkie fakty przemawiają na jego niekorzyść. Sytuację komplikuje fakt, że w roli prokuratora występuje była kochanka Martina – piękna lecz niezwykle wyniosła Janet Venable. Nadzieją na uratowanie chłopaka mogą być badania psychologiczne. Trwające kilkadziesiąt godzin spotkania Aarona z psychologiem ujawniają, że cierpi on na klasyczne rozdwojenie jaźni. Martin postanawia pokazać w sądzie zachowanie chłopaka, by nie dopuścić do jego skazania. Nieoczekiwanie dowiaduje się, że prawda nie zawsze pokrywa się z diagnozą lekarską.

Co jest w nim niezwykłego?

„Lęk pierwotny” wydaje się być klasycznym,  amerykańskim dramatem, w którym na koniec zwycięża dobro. To jednak tylko pozory. Akcja filmu choć początkowo zapowiada się sztampowo, nagle zmienia się o 180 stopni sprawiając, że nie możemy oderwać oczu od telewizora. Zaczynamy kibicować Martinowi w jego walce o sprawiedliwość. Trzeba przyznać, że do końca nie wiadomo, jak zakończy się proces Aarona. Scenarzyści nawet po ogłoszeniu wyroku zaskakują nas momentami kulminacyjnymi. To ciekawy zabieg, który zachęca widza do gry w kotka i myszkę. My próbujemy przewidzieć zakończenie, a twórcy filmu odwracają akcję tak, że na nowo musimy odgadnąć finał.

Niewątpliwym atutem filmu jest niezwykła gra Edwarda Nortona, który w „Lęku pierwotnym” ma swój debiut kinowy. Aktor świetnie wcielił się w rolę chłopca cierpiącego na rozdwojenie jaźni, ukazując swój ogromny talent. Podobną kreację stworzył na potrzeby filmu „Rozgrywka”. Norton potrafi być zarówno wystraszonym chłopaczkiem, jak i brutalnym nastolatkiem. Jego gra doprecyzowana jest najdrobniejszych szczegółach, co wzbudza szczery zachwyt.

Dlaczego warto obejrzeć?

Choć Edward Notron to argument numer jeden, to o Richardzie Gere’u możemy mówić jako o zalecie numer dwa. Nie wiem, jak Wy, ale ja mam wrażenie, że on zawsze wygląda tak samo i jest równie czarujący. Może być to postrzegane jako wada (sztampowość, jednowymiarowość aktora), ale moim zdaniem ma to swój urok.

Film warto obejrzeć również z uwagi na liczne zwroty akcji oraz przemianę, jaka dokonuje się w Martinie Veilu. Ten cynik, który wiecznie kłamie dla dobra innych oraz nagina fakty, w końcu sam daje się nabrać. Fakt, bycia okłamanym  wpływa na jego postawę zawodową i moralną. Mimo, że twórcy milczą o dalszych losach tej postaci, możemy podejrzewać, że Veil nie prędko będzie chciał stanąć w świetle reflektorów lub podjąć się obrony w sprawie o zabójstwo. Zmiany jakie zachodzą w psychice bohatera nawiązują do tytułu filmu, co także jest zaletą produkcji. Wielowymiarowość przedstawionej historii skłania do refleksji nad zawodem prawników, ich roli w charakterze obrońców oraz poczucia sprawiedliwości.

Męskim okiem

Film oglądałam wspólnie z Mężem. Jego zdaniem film przykuwa uwagę i do końca jest nieoczywisty. To miło spędzone dwie godziny przed telewizorem.

Źródło: Telemagazyn

Kobiece spojrzenie

„Lęk pierwotny” to jeden z lepszych filmów, jakie ostatnio widziałam. Choć pokazuje banalną  historię, kryje w sobie dość oryginalny przekaz. Produkcja skupia się na prawniku, a nie jak to często bywa na podejrzanych lub sędziach. Poza wątkiem kryminalnym jest widoczny problem miłosny, poruszone są kwestie moralne oraz psychologiczne. Wszystko to sprawia, że film mimo dwudziestu lat od premiery nadal cieszy się uznaniem widzów.

    

„Lęk pierwotny” to ciekawa propozycja na długie zimowe wieczory. Wprawdzie nie ma on zbyt wiele wspólnego z aurą zbliżających się świąt, ale to może nawet lepiej, gdyż jeszcze trochę a szał bożonarodzeniowy będzie otaczał nas z każdej strony. Warto wobec tego skoncentrować uwagę na czymś innymi i zastanowić się nad własnym poczuciem moralności oraz sprawiedliwości.

  

A Wy co myślicie o tej produkcji? 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.